Harel: Chodzi o to, żeby zadawać pytania

Harel: Chodzi o to, żeby zadawać pytania

Odkryj model FEDERICA:

BIUSTONOSZ FEDERICA SOFT K26BIUSTONOSZ FEDERICA BIG K27
BIUSTONOSZ FEDERICA PUSH UP K03 1BIUSTONOSZ FEDERICA SEMI-SOFT K24

Bloga o modzie założyła, zanim to stało się modne. 🙂 Harel, czyli Ewa Kowalewska – Kondrat wspiera polskie marki od ponad dekady. Jej blog skupia wokół siebie młodych projektantów i cenionych znawców branży, dlatego pamiętaj: „Nie ma Cię u Harel? Nie istniejesz“. Swoimi wpisami zachęca do dyskusji i zadawania pytań – również w kwestii kobiecego zdrowia. W jednym z postów na Instagramie Harel podzieliła się ze swoimi czytelnikami informacją o operacji zmniejszenia biustu, której musiała się poddać. My pytamy o wszystko, co powinny wiedzieć kobiety w podobnej sytuacji.

Rozmowę znajdziecie także w kolejnym wydaniu magazynu #SHAPEMEUP.

#RedakcjaShapeMeUp: Na swoim Instagramie napisałaś: „Wiem, że próbowałam wszystkiego, zanim podjęłam tę decyzję.” – jak długo do niej dojrzewałaś? Jakie alternatywy do operacji udało Ci się znaleźć przez ten czas?

Samą decyzję o operacji podjął za mnie mój kręgosłup, który bolał już praktycznie bez przerwy. Piersi urosły mi bardzo wcześnie, już jako dwunastolatka mogłam się pochwalić rozmiarem 60 E, a w tym roku dotarłam do 70M. Dawno temu myślałam o operacji, biust zawsze budził nadmierne zainteresowanie, co dla młodziutkiej dziewczyny nigdy nie jest do końca komfortowe. Ale z czasem pokochałam go całym sercem i gdyby nie problemy zdrowotne, wciąż dumnie bym go dźwigała. Alternatywą dla operacji przez długi czas były dobrze dobrane biustonosze. Chodziłam też na rehabilitację i ćwiczyłam – na tyle, na ile było to możliwe. Niestety nawet jeśli chudłam, biust pozostawał ten sam. Stąd coraz większa miseczka przy coraz mniejszym obwodzie. Wzmacniałam mięśnie brzucha i przykręgosłupowe. Niestety mogłam tylko nieco spowolnić proces zwyrodnień.

Gdy człowiek przykleja do ściany biustonosz, musi mieć coś naprawdę ważnego do powiedzenia 😉. Sprawa osobista, ale nie mam zamiaru jej ukrywać. Gdzie byłam, jak mnie nie było? Mój kręgosłup powiedział "stop" i musiałam przejść… redukcję piersi. Wiem, mało to popularne i raczej dziwne, natomiast są sytuacje, gdy nieuniknione. Właśnie w takiej się znalazłam. Sześć tygodni temu poszłam pod nóż, a dziś wybrałam swój pierwszy nowy stanik. Z litery M wróciłam do F. Jest mnie ponad dwa kilo mniej. Jeszcze sporo czasu minie, zanim wrócę do formy, natomiast wszystko idzie dobrze, czym dzielę się z radością i (podwójną) ulgą. Wiem, że próbowałam wszystkiego, zanim podjęłam tę decyzję. Nie będę o tym gadać na prawo i lewo, ale jeśli macie jakiekolwiek pytania, chętnie odpowiem. Trzymajcie mocno kciuki za nowy #bufetharel 🍑🍑. Dzielnie dochodzimy do siebie 😊. #goodnews #findtheone

A post shared by Harel (@harelblog) on

Czy mogłabyś opowiedzieć naszym czytelniczkom, jaki dyskomfort odczuwałaś przed operacją, jakie trudności powodował duży biust, czy były to wyłącznie problemy z kręgosłupem, czy może również inne dotyczące zdrowia?

Najgorszy był chroniczny ból pleców. Przez ostatnie dwa lata rzadko kiedy przestawały mnie boleć. Podczas rehabilitacji okazało się, że również przez biust cierpię na bóle głowy. Nigdy bym sama na to nie wpadła, tymczasem chodziło o pogłębiającą się wadę postawy i blokadę przepływów. Masaż nasady czaszki pomagał na parę dni, starałam się trzymać prosto w sposób, który pokazał mi rehabilitant. Było trochę lepiej, ale wciąż cierpiałam.
Nieprzyjemne były też odkształcenia ciała: od wrzynających się ramiączek czy fiszbinów. Miałam otarcia, czasem nawet rany. Mimo dobrze dobranych biustonoszy to się zdarzało. Pod koniec mojej przygody z dużą miseczką nawet brafitterki z prawdziwego zdarzenia rozkładały ręce. W tym roku zdiagnozowano u mnie gigantomastię, czyli przerost gruczołu piersiowego. Przypadłość charakteryzuje się tym, że piersi wciąż rosną. Po operacji ubyło mi ponad dwa kilo. To tak jakby zdjąć z karku dwie paczki cukru!

Dzień dobry 😉. #hellothursday #streetart #warsaw #goodmorning #dontworrybehappy

A post shared by Harel (@harelblog) on

Czy w Twoim codziennym życiu bywały czynności (a może marzenia?), których wykonywanie (realizowanie) utrudniało lub uniemożliwiało posiadanie dużego biustu? Czy jest coś, co po operacji wreszcie zrealizujesz z wielką frajdą?

Tak! Zazdrościłam wszystkim, którzy mogą biegać. Sama żartowałam, że nie biegam, bo boję się o swoje zęby. Nawet najdoskonalszy stanik sportowy nie był w stanie do końca ustabilizować tych moich ciężarów. I jak tylko od mojej pani doktor usłyszałam, że mogę zacząć ćwiczyć, pierwsze co zrobiłam, to właśnie bieg. Czułam się jak Forest Gump w scenie, w której wyskoczył ze stalowych szyn na nogach. (śmiech) No i spanie bez stanika. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mi wolno. 🙂 Nie mogę się też doczekać letnich zakupów: tych wszystkich dwuczęściowych kostiumów czy sukienek na ramiączkach. Tak naprawdę nie zdążyłam tego nigdy doświadczyć.

 

 

Kobiety często widzą problem w zbyt małym biuście. A czy w odwrotnym przypadku również pojawiają się problemy z akceptowaniem własnej fizyczności?

O tak! Zwłaszcza w młodym wieku bywa to trudne. Na szczęście sama dość wcześnie trafiłam na profesjonalistkę, która dobrała mi odpowiedni rozmiar, więc szybko zaakceptowałam siebie taką, jaka jestem. Chyba jestem dość odporna na lansowany ideał piękna, podobam się sobie i to wystarczy. Tej pewności siebie nauczyłam się od swojej mamy. Ona nigdy nie narzeka na figurę czy zmarszczki. Wciąż wygląda genialnie, myślę jednak, że to spora zasługa bycia dobrą dla siebie. Niestety chyba w przypadku i bardzo dużego biustu, i bardzo małego, jesteśmy narażone na niewybredne komentarze o „deskach“ czy „melonach“. Mam wrażenie, że nawet znajomi pozwalają sobie na więcej niż wypada. I to jest znacznie gorsze od mediów.

Czytaj także: #MamyGłos, więc powiedzmy sobie: DASZ RADĘ!

Jak wyglądały Twoje doświadczenia przed operacją w kwestii dobierania rozmiaru? Na co teraz poleciłabyś zwracać uwagę posiadaczkom dużych biustów – czy jakieś rozwiązania w konstrukcji i fasonie biustonoszy są dla nich szczególnie komfortowe?

Przede wszystkim nie należy się przywiązywać do jednego rozmiaru. Każdy model układa się trochę inaczej, każda marka ma swoją rozmiarówkę. U jednych będziemy nosić 60G, u innych 65F. Oddajmy się w ręce brafitterki – ona naprawdę wie lepiej. Nauczmy się odpowiednio wkładać stanik, tak, aby cała pierś znalazła się w miseczce. To pozwala zachować ładny kształt nawet ogromnym piersiom. Sama byłam najlepszym tego przykładem. Im wcześniej zaczniemy o nie dbać, tym dłużej będą ładnie wyglądać. Bardzo lubię szerokie ramiączka i krój zabudowanej balkonetki. Im bardziej materiał okala biust, tym lepsza stabilizacja. Nawet teraz, przy o wiele mniejszym rozmiarze, najchętniej wybieram właśnie taki zabudowany biustonosz.

Wskazówki, na co zwracać uwagę przy doborze biustonosza znajdziecie tutaj. Więcej porad w filmiku [KLIK].

Duży biust to nie tylko spore wymagania wobec bielizny, ale i całej stylizacji. Czy masz jakieś sprawdzone sposoby, co i jak zakładać lub od jakich fasonów trzymać się z daleka przy obfitym biuście?

Mój ulubiony sposób na duży biust: dekolt V. I ten zwyczajny, i zakładany kopertowo. Pięknie wyciąga szyję i optycznie wyrównuje proporcje. Raczej unikałam obcisłych fasonów, co powodowało, że wydawałam się znacznie większa niż jestem. Nie wynikało to z braku pewności siebie, a z niemożności wybrania sobie czegoś w odpowiednim rozmiarze. Jeśli koszula dopinała się na piersiach, była luźna w pasie i w ramionach. Jeśli była dobra w ramionach, rozchodziły się guziki itd. Z sukienkami to już w ogóle był dramat. Ale najważniejszy w ubieraniu się jest dobrze dobrany biustonosz. Będę to powtarzać do znudzenia. Dzięki niemu i tak miałam w czym wybierać. 🙂

Czytaj także: Basic to podstawa – jak dobrze zbudować swoją garderobę?

Jak powstał u Ciebie pomysł założenia modowego bloga w czasach, kiedy nie było to popularne?

Z potrzeby pisania.

Dostrzegałaś wtedy potencjał blogów?

Zupełnie nie dostrzegałam w tym potencjału, po prostu pisałam o modzie, bo sprawiało mi to przyjemność. I tak jest do dziś. Obserwuję wzloty i upadki blogosfery, przenoszenie się czytelników na Facebook i z powrotem. Obecnie realizuję się w pisaniu również zawodowo, ale to blog pozostaje najważniejszy.

Niektórzy posądzają dzisiejszą modę o kult brzydoty. A czy moda powinna być ładna?

Moda powinna być ciekawa. Zdarza się, że aby być ciekawa, musi trochę zbrzydnąć. Nie należy się do niej zbytnio przywiązywać i traktować jej literalnie. To wypadkowa mnóstwa zjawisk.

Czytaj także: Anna Lisiecka: Moda łączy się ze sztuką

Obserwujesz młodych i debiutujących projektantów, np. na galach krakowskiej SAPU czy KTWFW, podczas którego prowadziłaś również panel dyskusyjny. Jakie jest Twoje zdanie na temat młodej, polskiej mody? Czy z roku na rok zauważasz jakąś pozytywną lub negatywną tendencję?

Za młodą polską modę nieustająco trzymam kciuki. To ciężki biznes, im wcześniej twórca to zrozumie, tym dla niego lepiej. Wciąż dzieje się sporo, powstają nowe marki. Są bardziej przygotowane biznesowo niż np. dziesięć lat temu. Ale też rośnie im konkurencja. Nie tylko polska, ale przede wszystkim w postaci sklepów sieciowych. Konsument wciąż woli wydać mniej i mieć więcej. Taka marka ma więc za zadanie nie tylko utrzymać się na rynku, ale też zainteresować swoją oferta na tyle, by klient odwrócił się od sieciówki i przyszedł do niej.

Ale czy wydając mniej, faktycznie mamy więcej?

Pewien mądry człowiek, który naprawiał mi kiedyś komputer, skomentował moje nierozsądne wybory: „Ludzi biednych nie stać na tanie rzeczy“. Bo ja, zamiast zainwestować w porządny sprzęt, wciąż kupowałam byle jakie części, żeby nie przepłacić. W rezultacie widywaliśmy się z tym panem dość regularnie, bo cały czas coś szwankowało. W odniesieniu do ubrań jest podobnie. Nie chcemy przepłacać, bo teoretycznie nas nie stać. A tak naprawdę, gdyby podliczyć, na jakie bzdury wydajemy pieniądze, okazuje się, że parę miesięcy oszczędzania i stać by nas było na porządny płaszcz czy torbę. Świadomość, jak powstają sieciowe rzeczy, jest wybiórcza. Jednego dnia bojkotujemy sieciówkę, a drugiego narzekamy, że u polskich projektantów jest tak drogo, a w Zarze tę samą rzecz kupimy za trzydzieści złotych.

Czytaj także: Fashion Revolution – kulisy powstawania kolekcji Dalia Lingerie

Czytaj także: Zakupy. Nie wydawaj, ale ZAINWESTUJ!

Biblia projektantów, czyli trendbook – wydawana co sezon księga trendów – od kolorów po ściegi i wykończenia. Jakie jest Twoje zdanie na ich temat? Czy nie ograniczają one kreatywności projektanta?

Trendbook nie wskazuje celu, on tylko podpowiada drogę. Dopóki tak go traktujemy, nasza praca będzie kreatywna. To tak jak z wyznaczaniem koloru roku. Czy jeśli w 2017 roku Pantone wyznaczył barwę zieloną, to znaczy, że mamy wymienić całą garderobę? To tylko sugestia, sprytne podsumowanie szerszych zjawisk zachodzących na świecie. Na przykład otwarcia się na ekologię, zwiększenia świadomości, troski o środowisko. Albo potrzeby odpoczynku – przecież nawet nasze oczy najlepiej się relaksują, gdy spoglądają na coś zielonego za oknem.

Jak podchodzisz do nowych technologii w modzie? Druk 3D, świecące sukienki czy klimatyzowane swetry niewątpliwie są efektowne, ale na razie nie stają się powszechne na szeroką skalę. Czy myślisz, że mają szansę kiedyś na stałe zagościć w naszych szafach?

Na razie produkcja takich rzeczy jest potwornie droga. Ponadto takie drukowane formy są strasznie ciężkie. Myślę, że za jakieś sto lat to się zmieni. Na razie jesteśmy świadkami początków tych niezwykłych zmian. 🙂

Harel
Harel, fot: Instagram @harelblog

Coraz popularniejsze staje się też tworzenie ubrań z tzw. „ekologicznych tkanin“, powstałych w procesie recyklingu. Używanie takich tkanin budzi niemało kontrowersji. Jedni je kochają, podnosząc hasła mody przyjaznej dla środowiska, inni uważają, że noszenie takich ubrań nie jest zdrowe dla człowieka, a moda ekologiczna powinna być oparta na naturalnych surowcach. Jak podchodzisz do używania przez projektantów tkanin recyklingowych?

To zależy od surowców. Na pewno jest to ważna ścieżka w modzie, zwłaszcza przy tak ogromnej nadprodukcji. Pytanie, jak bardzo zanieczyszcza środowisko sam proces recyklingu i w którym momencie rzeczywiście jest lepszy dla nas niż tworzenie nowych ubrań. Podobny problem mam ze sztuczną skórą. Czy bardziej zanieczyszczają środowisko tradycyjne garbarnie, czy fabryki tego stosunkowo nowego surowca, który z ekologią niewiele ma wspólnego. Nie mówię, że recykling w tej postaci jest zły. Całe szczęście, że da się stworzyć coś nowego z produktów już istniejących. Chodzi o to, żeby zadawać pytania. Zwłaszcza że w ostatnim czasie recykling jest zaraz obok ekologii najmodniejszym chwytem marketingowym. Jeśli chcemy wspierać świadomą modę, musimy najpierw otworzyć własne oczy.

Dziękujemy za rozmowę!

1 Comment

wyślij odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

DOŁĄCZ DO NAS
Podziel się swoją historią lub zainspiruj nas do poruszenia ważnego tematu. Piszemy artykuły, rozmawiamy z inspirującymi kobietami i pytamy o zdanie ekspertów. Jesteśmy otwarci na współpracę oraz Twoje propozycje. Skontaktuj się z nami!
dalia
KONTAKT Z REDAKCJĄ
e-mail: shapemeup@dalia.pl
WYDAWCA:
Dalia Lingerie ul. Wolności 145 34-220 Maków Podhalański tel: +48 33 877 16 87 e-mail: biuro@dalia.pl